Kocham Cię, David

my paris kitchen david lebovitz

Powodem, dla którego tak naprawdę postanowiłam przetłumaczyć blog na angielski, był zamiar napisania o mojej najnowszej i silnej miłości do Davida Lebovitza i i pomyślałam, że byłoby fajnie, gdyby to kiedyś przeczytał. Podejrzewam jednak, że nie czyta płynnie po polsku, więc nie mam wyboru. A, że wyglądałoby dosyć dziwnie gdybym na angielskiej wersji strony miała tylko tylko jeden post, to naprawdę nie mam wyboru i muszę przetłumaczyć posty dodawane przez ponad rok, w dużej mierze codziennie. Świetnie! Dzięki, David!

Poza tym zdałam sobie sprawę, w zasadzie zdałam sobie sprawę z tego już dużo wcześniej, ale teraz również doszłam do wniosku, że nie ma sensu dalej walczyć z tym, że częściej myślę po angielsku niż po polsku. A, że myślę generalnie dużo, mam wiele niewykorzystanych, angielskich tekstów w głowie. Nie, żeby moja znajomość języka była taka imponująca, bynajmniej, ale w jakiś sposób myślenie po angielsku stało się dla mnie naturalnym kilka lat temu. Miałam nawet taki okres kiedy starałam się myśleć po hiszpańsku, ale że moja znajomość hiszpańskiego oscyluje na poziomie „hola, que tal” i niewiele więcej, lepiej dla wszystkich, że wróciłam do angielskiego. Teraz muszę przetłumaczyć olbrzymią ilość postów na angielski i nowe, pisane po angielsku tłumaczyć na polski. Bądźmy szczerzy, poza Davidem większość moich czytelników jest polsko języczna. Ale dlaczego nie miałabym komplikować sobie życia?

my paris kitchen by david lebovitz

SONY DSC

1 września miałam urodziny i do tej pory nie dostałam prezentu od mojej siostry. Cały czas przygotowywała się do jej nowego, trzeciego filmu (dzisiaj zaczynają zdjęcia!) więc nie miała głowy do myślenia o takich rzeczach. Kilka dni temu zapytała mnie co chciałabym dostać, i jako, że jestem uzależniona od książek kulinarnych, odpowiedź była prosta. Wahałam się tylko pomiędzy „Tartine Bread”, której, wstyd się przyznać, ale ciągle nie mam, i „My Paris Kitchen” Davida Lebovitza, o której przeczytałam wzmiankę wielkości pudełka po zapałkach w Food&Friends kilka miesięcy temu i w tym samym momencie kiedy zobaczyłam opis „przepisy i opowieści z życia i gotowania w Paryżu” wiedziałam, że muszę mieć tę książkę, i że zakocham się w tym samym momencie, w którym ją otworzę. W sklepie Books for Cooks, cudownej księgarni kulinarnej z półkami uginającymi się od przepięknych i wyjątkowo inspirujących książek o jedzeniu z całego świata, poprosiłam przemiłą ekspedientkę o pokazanie mi obu książek, żebym mogła ich dotknąć i powąchać, wybierając mój idealny prezent na 28 urodziny. Pani powiedziała, że niestety ale „Tartine Bread” nie jest już dostępna w swojej pierwotnej wersji, autorzy ją ulepszają bądź rozszerzają i nowe wydanie będzie dostępne w październiku. Pierwsze wydanie książki okazało się być „tak bardzo pierwszym”, że nie jest już drukowane, a ja wciąż jej nie mam. Cóż, powinnam się naprawdę wstydzić. Tak czy inaczej wiedziałam od początku, że w głębi mojego serca rozgościł się już David ze swoimi paryskimi opowieściami.

david lebovitz książka

Zakochałam się w tej książce od kiedy dotknęłam jej i przytuliłam po raz pierwszy. Bez wytłumaczalnego powodu. Ale myślę, że taka właśnie jest prawdziwa miłość. Sprawa wyglądała co raz gorzej, kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia. Miękkiego sera, purpurowych karczochów, uroczych, brukowanych, paryskich uliczek, uśmiechniętych piekarzy zdradzających Davidowi i nam swój przepis na doskonałe ciasto. Ale kiedy zobaczyłam zdjęcie czekoladowej tarty z dulche de leche, stwierdziłam, że tego już za wiele. Powiedziałam na głos „naprawdę Cię nienawidzę David!”. To takie niesprawiedliwe pokazywać nam zdjęcia, przez które próbujemy ugryźć książkę z nadzieją, że uda nam się poczuć choćby odrobinę smaku tej czekoladowo karmelowej perfekcji. Odliczam dni aż sama wypróbuję ten przepis, jak i wszystkie inne z działu desery. Cała oprawa graficzna, zaczynając od pięknej, matowej okładki, kończąc na przepisach z listą składników wydzieloną na marginesie tak, że w każdej chwili możemy na nią rzucić okiem upewniając się w ilości potrzebnej mąki, wszystko jest tu fantastyczne. To zdecydowanie jedna z najładniejszych książek jakie kiedykolwiek trzymałam w rękach. Ale nie to sprawia, że jest wyjątkowa….

david lebovitz my paris kitchen

Tak, to opowieści. Raz na jakiś czas zaglądałam na blog Davida i zawsze podobał mi się jego styl, nieco sarkastyczny ale skromy zarazem. Nie, żebym była jednak stałą czytelniczką. Ale pisanie na blogu to jedno, a przeniesienie tego samego stylu do książki to już coś innego. Zawsze szukam w książkach kucharskich czegoś więcej niż suchych przepisów, niestety rzadko to znajduję. Znalezienie mnóstwa ciekawych przepisów nie jest niczym skomplikowanym, ale są one zimnymi miarami. Uwielbiam wysłuchiwać historii stojących za każdym przepisem, historii, które nadają mu duszy i sprawiających, że jest wyjątkowy. Historii o gotujących z niego ludziach, o produktach potrzebnych do jego przygotowania, historii o kraju, z którego pochodzi. Potrafię sobie wyobrazić smak potrawy czytając listę potrzebnych do niej składników, ale nikt z nas nie potrafi sobie wyobrazić jakie historie potrafią się kryć za każdym przepisem, skąd pochodzi i w jaki sposób ludzie wpadli na pomysł, żeby go przyrządzać w ten a nie inny sposób. Uwielbiam słuchać o wspomnieniach związanych z jedzeniem. Zwyczajnie, o emocjach. Jedzenie nas zachwyca, pozwala nam czuć smak, ale przede wszystkim pozwala nam czuć chwilę. Wspaniale jest zrozumieć dlaczego niektóre potrawy są tak ważne dla niektórych ludzi i jakie budzą w nich uczucia. Pisanie o jedzeniu jest bardzo popularne na blogach i w magazynach ale w książkach cała magia często znika. Myślę, że dlatego książki znanych kucharzy i osobistości telewizyjnych są takie popularne bo wszyscy dobrze ich znamy, oglądamy ich na ekranach telewizorów i albo podchwytujemy ich styl, poczucie humoru i podoba nam się sposób w jaki opowiadają o jedzeniu, albo nie. Kupujemy książki Nigelli bo jest taka zmysłowa i apetyczna, kupujemy książki Jamiego bo uważamy, że jest bezpośredni i zabawny tak samo jak jego jedzenie. Otwieramy ich książki i pamiętamy kto je napisał, ciągle mamy twarz Jamiego albo biodra Nigelli przed oczami. Kiedy otwieramy książkę nieznanego autora kupimy ją tylko jeśli czymś nas zainteresuje, spodobają nam się zdjęcia, przepisy ale też wciągną nas teksty je opisujące. Książka kucharska to wciąż KSIĄŻKA i tekst jest wciąż bardzo ważny, bo to on pozwoli nam zbudować więź z autorem.

my paris kitchen 4

A może po prostu zakochałam się w tej książce przez jej czucie miasta i miejsc, które jest moją kolejną obsesją. Z innymi ludzi za każdym rogiem opowiadającymi nam historie, dzielącymi się z nami jedzeniem, które wiele dla nich znaczy. Uwielbiam obserwować różnice między kulturami a doświadczanie ich poprzez jedzenie jest najlepszą drogą. I najsmaczniejszą. Często słyszę pytanie o to jak wyglądałaby moja własna książka. I zawsze odpowiadam opowiadając o przewodniku kulinarnym łączącym przepisy, historie i fakty z kulinarnej historii i kultury kraju, pokazującym interesujące kulinarnie miejsca. Teraz mogę odpowiadać w skrócie, że moja książka wyglądałaby jak „My Paris Kitchen” Davida Lebovitza, tylko byłaby lepsza. Nie dlatego, że jestem lepszą pisarką, ani zdecydowanie nie dlatego, że jestem lepszym kucharzem, ale dlatego, że moja byłaby o Barcelonie, co automatycznie sprawiłoby, że byłaby jeszcze lepsza ;) Bowiem tak, nigdy nie byłam wielką fanką Paryża. Oczywiście doceniałam to, co Francuzi zrobili dla kultury kulinarnej na świecie, ale nie potrafiłam wczuć się w jego ducha. Paryżanie zawsze wydawali mi się zbyt wyniośli. Być może dlatego, że sama jestem bardzo nieśmiała i czuję się o wiele lepiej wśród otwartych osób, bo samej jest mi wtedy łatwiej się otworzyć. A może z innego powodu. Tak czy inaczej, od kilku dni, po przeczytaniu większości opowieści z tej książki, odczuwam silną potrzebę poznania Paryża na nowo, tak, żeby poczuć to miasto lepiej niż za pierwszym razem, bez tego całego turystycznego pośpiech. Raczej nie chciałabym mieć swoje własnej, paryskiej kuchni i wciąż wolałabym moją własną kuchnię na barcelońskiej Gracii, ale z przyjemnością spędziłabym we francuskiej stolicy kilka ładnych miesięcy. Wypróbowałabym kolejny przepis, tym razem Davida, na coq au vin, bo w Polsce mogę jedynie wypróbować kurczaka au vin. I teraz desperacko chcę mieć jego książkę „The Perfect Scoop” mimo, że ostatnio jesień coraz mocniej wpycha się na miejsce lata.

 

Kocham Cię, David, w Twojej paryskiej kuchni. I chciałabym zobaczyć Cię w mojej polskiej kuchni jak gotujesz wszystkie te pyszności, zmywając później po sobie naczynia.

 

SONY DSC

my paris kitchen opinie

 

 

odwiedźcie koniecznie blog Davida, i odwiedzajcie go codziennie www.davidlebovitz.com

 

zobacz także

the breakfast bible recenzja

The breakfast bible

jamie oliver książka

Jamie Oliver w domu

Kuchnia Polska XXI wieku

Kuchnia Polska XXI wieku

Domowy makaron pomidorowy

domowy makaron pomidorowy

Ostatnie cztery miesiące spędziłam na zagniataniu ciasta, wałkowaniu cienkich płatów oraz formowaniu odpowiednich kształtów. Ostatnie wakacje przepracowałam we włoskiej restauracji, gdzie oprócz wszystkiego innego, moim najczęstszym zajęciem była produkcja domowego makaronu. Nigdy nie zapomnę godzin spędzonych na wycinaniu idealnych kwadracików i zwijaniu ich na starodawnej maszynce, tworząc rzadko spotykane w Polsce, urocze garganelli.

Domowy makaron od zawsze miał dla mnie niesamowitą magię. Pamiętam babcię, która uparcie wałkowała wielkie placki ciasta makaronowego, cięła na drobne niteczki i suszyła na siatce okiennej służącej pierwotnie do sygnalizacji muchom, iż nie są mile widziane w domu. Myślę, że babci przez myśl nawet nie przeszło, że można go kupić w sklepie mimo iż nie była babulinką podpierającą się brzozowym kijem, pamiętającą chrzest Polski i wszystko inne kupowała w sklepiku za rogiem. Może oprócz eleganckich garsonek, po które trzeba było jechać z nią do Gdańska, kilka razy do roku. Wyrabiany ręcznie makaron był po prostu tradycją.
Ja natomiast mam do tej tradycji ogromny podziw. Nie ma dla większego symbolu rodzinnego ogniska niż zapach świeżo upieczonego chleba, bułeczek czy choćby niedzielnego ciasta, a o szczebel wyżej w domowej hierarchii stoją domowe makarony. Przez tą rodzinną atmosferę i wspomnienia z babcinej kuchni, nienawidzę nawet słowa „pasta”, bo dopóki jesteśmy w Polsce, pasta może co najwyżej do zębów. I mimo że tagiatelle to zdecydowanie bardziej pasta niż makaron, będę uparcie bronić swojego stanowiska.

Przez lata zagniatanie i wałkowanie ciasta na makaron wydawało mi się kolejnym stopniem kulinarnego wtajemniczenia , upragnionego i kuszącego jak przeprowadzka na Kubę. Tymczasem okazuje się, że domowa produkcja jest banalnie prosta i zajmuje jakieś 20 min w warunkach bez maszynki. Bo z nią, o wiele mniej. Kto raz próbował takiego makaronu, tego nie trzeba do niego przekonywać. Jednak jeżeli nigdy nie mieliście takiej okazji, wasze życie zmieni się raz na zawsze kiedy po raz pierwszy skosztujecie własnoręcznego dzieła. Dodatkowo taki domowy wyrób można dowolnie barwić nadając mu ulubiony smak. Najbardziej popularny jest zielony makaron ze szpinakiem, jednak na początek o wiele prostszy będzie lekko czerwony, aksamitnie pomidorowy, bo wystarczy tylko dodać koncentrat i razem zagnieść ciasto. Co więcej, mimo iż przez długi czas wydawał mi się prl-owskim przeżytkiem, koncentrat jest całkowicie naturalną esencją z pomidorów, a proces pasteryzacji sprawia, że zawarty w nich likopen jest łatwiej przyswajalny dla organizmu ,a jest bardzo cenioną substancją antyrakową oraz zapobiega miażdżycy. Przetwory pomidorowe są więc w zasadzie zdrowsze, niż same warzywo.

makaron barwiony pomidorami przepis

przepis na 4 porcje

składniki:

  • 2 i 1/3 szklanki (xxx g) mąki pszennej z wysokiego przemiału, np. włoskiej mąki 00, mąki do makaronów lub pizzy, ew. typ 400
  • 1/3 szklanki (70 g) grubo mielonej semoliny (semolina coarse) + do podsypywania
  • duża szczypta soli
  • 4 jajka
  • 4 łyżeczki przecieru pomidorowego

wykonanie:

  • Obie mąki przesiejcie na blat przez bardzo drobne sitko, uformujcie z mąki okrągłą kupkę, pięścią zróbcie w środku zagłębienie i kolistymi ruchami lekko je powiększcie
  • Do zagłębienia wbijcie całe jajka i posypcie solą
  • Za pomocą widelca bardzo delikatnie zgarniajcie cienką warstwę mąki sypiąc ją na jajka i widelcem mieszajcie jajka z mąką, stopniowo zgarniając coraz więcej mąki. W ten sposób wymieszajcie całą mąkę z jajkami, gdy ciasto będzie na tyle gęste i lepiące, że nie będzie już można mieszać go widelcem, użyjcie noża lub bokiem widelca siekajcie je zgarniając z blatu resztę mąki
  • Zakasajcie rękawy i czystymi dłońmi wyróbcie gładkie elastyczne ciasto zgarniając z blatu całą mąkę. Wyrabiajcie przez kilka minut aż ciasto będzie sprężyste. Przykryjcie plastikową folią lub grubą ściereczka i odstawcie żeby odpoczęło kilka minut
  • Podsypcie blat dodatkową semoliną, posypcie też ciasto. Rozwałkujcie prostokąt o grubości ok 3 mm, starajcie się żeby placek był równej grubości. Jeżeli macie maszynkę do makaronu, postępujcie zgodnie z jej instrukcją
  • Prostokąt ciasta zwińcie wzdłuż dłuższego boku (zwijacie dłuższy bok) tworząc roladkę. Uważajcie żeby ciasto nie skleiło się, dla pewności możecie delikatnie posypać je semoliną przed zwinięciem. Zwiniętą roladkę potnijcie bardzo ostrym nożem na cienkie paski o szerokości ok 7 mm i od razu rozwińcie otrzymane ślimaczki. Otrzymane tagiatelle przesypcie delikatnie semoliną i podrzucając makaron w lekko rozszerzonych palcach strzepcie jej nadmiar
  • Teraz wybór należy do was, jeżeli nie chcecie zjeść go od razu, możecie podzielić makaron na porcje, ok 150 g, zwinąć w niezbyt ciasne gniazda i zamrozić luzem, przekładając do szczelnego pojemnika po całkowitym zamarznięciu, lub uformować podobne gniazda o wadze ok 100 g (wtedy porcji wyjdzie więcej) i makaron wysuszyć. Suszony makaron przechowuje się dłużej, jednak w smaku nie odbiega dużo od tego sklepowego. Mrożony makaron ma smak świeżego i podobnie jak on gotuje się ok 3-4 min we wrzącej, osolonej wodzie. Polecam więc mrożenie świeżego makaronu

tagietelle pomidorowe

czerwony makaron z pomidorami przepis

domowy makaron przepis

 

zobacz także

Najlepsze Spaghetti Bolognese

Najlepsze Spaghetti Bolognese

Gnocchi ziemniaczane

Gnocchi ziemniaczane

Mleko z orzechów laskowych

Mleko z orzechów laskowych

 

Szarlotka migdałowa

szarlotka migdałowa przepis

Moja siostra stara się być solidarną i za każdym razem szukając jakiegoś przepisu w internecie, najpierw zagląda na mój blog. Robiła to nawet kiedy miałam całe 5 przepisów i jedyne co potrafiłam to zalogować się do WordPress’a. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z zarzutem, że mam dużo ciekawych przepisów ale brakuje mi „takich zwykłych, prostych ciast”. „Nie masz np. żadnej szarlotki” powiedziała, a ja po krótkim zastanowieniu przyznałam jej rację i obiecałam poprawę. Od tego czasu minęło jakieś pół roku a ja wciąż omijałam szarlotki szerokim łukiem. Nie dlatego, że ich nie lubię. Lubię nawet bardzo. Ale wydawały mi się zbyt pospolite, a ja zazwyczaj szukam nowych, jeszcze nie poznanych smaków. Jednak zarówno jesień, jak i nostalgiczny sentyment do rodzinnych wieczorów z książką (o tym jak upiec perfekcyjny bochenek chleba), przy kominku i oczekiwanie na mamę, której nie widziałam już dłuższy czas, sprawiły, że natychmiast zatęskniłam za szarlotką. Kiedy więc czekałam w naszym domu w lesie na przyjazd mamy, bez dłuższego zastanowienia pobiegłam na rynek po jabłka. I po migdały do pań z wymalowanym na szafirowo okiem, od 20 lat stojących za ladą sklepu „Samopomoc chłopska”. Szarlotka bowiem szarlotką, ale jakaś innowacja musiała być wprowadzona. Zapach domowego ciasta, ledwo co wyjętego z piekarnika, który przywitał mamę, chyba powinien mówić sam za siebie. A szarlotka? No cóż. Powiem, nieskromnie, że była obłędna! Duża ilość masła i migdały sprawiły, że była niesamowicie krucha, jednak nie rozpadała się przy każdym dotknięciu. Delikatna, migdałowa nuta cudownie wkomponowała się w jesienną scenerię wrzosów i jabłek. W sumie bez różnicy więc, czy Rosja odetnie nam gaz, czy nie, dopóki mamy kominek i szarlotkę.

szarlotka krucha

 

składniki:

  • 100 g mąki migdałowej (zmielonych migdałów)
  • 180 g mąki pszennej
  • 3 jajka
  • 100 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 250 g masła + 2 łyżki do jabłek
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenie
  • 1 i 1/2 kg twardych jabłek
  • duża szczypta mielonej gałki muszkatołowej
  • 2 łyżki cukru
  • dodatkowo: cukier puder do posypania wierzchu

 

wykonanie:

  • Mąkę migdałową zmieszajcie z mąką pszenną, cukrem pudrem, solą i proszkiem do pieczenie. Dodajcie masło pokrojone w kostkę i razem wszystko posiekajcie nożem lub rozetrzyjcie w palcach szybkim ruchami. Dodajcie żółtka, szybko zagniećcie ciasto. Podzielcie je na dwie części, uformuje kule, spłaszczcie je lekko dłońmi i zawińcie w folię, Schłodźcie w lodówce przez min 30 min
  • Jabłka obierzcie ze skórki, wydrążcie gniazda nasienne i pokrójcie jabłka w grubą kostkę. Na dużej, głębokiej patelni rozgrzejcie 2 łyżki masła, dodajcie jabłka, posypcie je 2 łyżkami cukru i gałką muszkatołową. Wymieszajcie i smażcie na średnim ogniu przez. ok 15 min, mieszając co jakiś czas, aż jabłka lekko zmiękną
  • Rozgrzejcie piekarnik do 180 st. Wyjmijcie jedną kulę ciasta z lodówki, rozwałkujcie ją na papierze do pieczenia na cienki placek o wymiarach waszej foremki (ok 20 x 30 cm). Najłatwiej wyciąć z papieru prostokąt o wymiarach formy do pieczenia i na nim rozwałkować ciasto aby uzyskać taki sam rozmiar. Przełóżcie ciasto wraz z papierem do foremki, po nakłuwajcie je widelcem i całość wstawcie do nagrzanego piekarnika. Pieczcie 15 min na jasno złoty kolor
  • W tym czasie rozwałkujcie drugi placek ciasta na prostokąt o tych samych wymiarach. Wyciągnijcie podpieczone ciasto z piekarnika, wyłóżcie na nie podsmażone jabłka i wyrównajcie je łyżką. Na wierzchu ułóżcie przygotowane ciasto, lekko po nakłuwajcie i wstawcie do piekarnika. Pieczcie ok 20-25 min na złoty kolor
  • Lekko przestudzone ciasto posypcie sporą ilością cukru pudru. Najlepsze jest jeszcze ciepłe!

szarlotka na kruchym cieście

szarlotka półkrucha przepis

SONY DSC

SONY DSC

szarlotka migdałowa z gałką

przepis na szarlotke

migdałowa szarlotka przepis

SONY DSC

SONY DSC

szarlotka przepis

pajęczyna + cukier puder

pajęczyna + cukier puder

 

źródło inspiracji: Gotuje bo lubi

 

zobacz także

Korzenny placek z rabarbarem

Korzenny placek z rabarbarem

Ciasto cytrynowe z rumem

Ciasto cytrynowe z rumem

maka kasztanowa

Korzenne ciasto kasztanowe

Czekoladowe ciasto z Baileys’em

ciasto czekoladowe z baileys'em

Każdego z nas nachodzi co jakiś czas nieodparta potrzeba, z którą jakkolwiek byśmy nie walczyli, to z góry jesteśmy skazani na klęskę. Z czekoladą się nie wygra. Jej nieodgadniona, terapeutyczna moc ma zbawienne działanie na każdą zmęczoną, samotną, niewyspaną lub po prostu głodną duszę. Czasami bywa też tak, że mimo radości otaczającej nas wszem i wobec, wymyślamy błahe smutki żeby znaleźć pretekst do zjedzenia tony czekolady. Przynajmniej ja, kiedy będę już szczęśliwa, to na pewno jakiś znajdę. Chociaż w zasadzie to wystarczy, żeby padał deszcz, który zasmuca melancholijną duszę lub przygniata do ziemi niskie ciśnienie niskociśnieniowca żeby czekoladowy ratunek był niezbędny. W takim przypadku najlepiej sprawdzi się ciasto. Ciężkie, gęste, oblepiające czekoladową wilgocią palce, którymi łapczywie wyjadamy ciasto z foremki. Żadne puszyste biszkopty czy lekkie jak chmurka musy i pianki nie mogę się równać z prawdziwie czekoladowym ciastem typu mud cake.

Lekko dekadenckiego sznytu dodaje mu gładki likier kochany przez miliony na całym świecie, kochany również przeze mnie. Baileys’a nie da się zastąpić niczym innym, oczywiście nie byłoby też warto. Delikatnie łagodzi gorycz czekolady i sprawia, że na podniebiu unosi się gładka mgiełka dodatkowo kojąca zszarpane nerwy. To ciasto doskonałe. Pod każdym względem.

najlepsze ciasto czekoladowe

składniki:

ciasto

  • 150 g masła w temperaturze pokojowej, pokrojonego w kostkę
  • 100 g posiekanej, gorzkiej czekolady, min 70% kakao
  • 100 g drobnego cukru
  • 100 g brązowego cukru
  • 50 g kakao
  • 180 ml Baileys’a, może być domowy np. z TEGO przepisu
  • 170 g mąki pszennej
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3 jajka w temperaturze pokojowej

ganache (duża porcja, na ciasto wystarczy połowa, ale kto odmówi wylizywania reszty z miski?)

  • 200 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 100 ml Baileys’a lub 50 ml Baileys’sa i 50 ml śmietany kremówki
  • szczypta soli
  • 15 g (ok 1 łyżka) miękkiego masła

wykonanie:

  • Rozgrzejcie piekarnik do 160 st
  • Przygotujcie ciasto: w rondu na małym ogniu rozpuśćcie razem czekoladę, masło, kakao, cukier (oba rodzaje) i Baileys’a. Delikatnie wymieszajcie żeby nie powstałe żadne grudki, odstawcie do przestudzenia na 5 min
  • W dużej misce przesiejcie razem mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. Do przestudzonej masy czekoladowej dodajcie po jednym jajku, ciągle mieszając. Delikatnie wmieszajcie masę do mąki i dokładnie wymieszajcie do powstania gładkiego ciasta
  • Wysmarujcie masłem i wyłóżcie dno papierem do pieczenia w tortownicy o średnicy 21 cm. Ciasto przelejcie do foremki i wstawcie do nagrzanego piekarnika. Pieczcie ok 40-45 min. Patyczek wbity w ciasto nadal powinien zostać mokry bo jest to wilgotne ciasto typu mud cake. Upieczone ciasto całkowicie wystudźcie
  • Przygotujcie ganache: Posiekaną czekoladę umieśćcie w żaroodpornej miseczce. Baileys’a, masło, sól i śmietankę (jeżeli używacie, podgrzejcie w rondelku aż zacznie delikatnie wrzeć. Od razu zdejmijcie z ognia i przelejcie do miseczki z czekoladą. Delikatnie wymieszajcie aż czekolada całkowicie się rozpuści. Gotowy ganache rozsmarujcie na wystudzonym cieście

ciasto czekoladowe baileys

ciasto czekoladowe z alkoholem

SONY DSC

wilgotne ciasto czekoladowe

czekoladowe ciasto najlepsze

ciasto czekoladowe na baileys

food photography

źródło przepisu: Citrus and Candy

zobacz także

ciasto czekoladowe Nigelli

Ciężkie ciasto czekoladowe

Czekoladowe babeczki Angel Food

Czekoladowe babeczki Angel Food

Babka czekoladowa z czerwonym winem

Babka czekoladowa z czerwonym winem

Kurczak w sosie grzybowo – pomidorowym

kurczak w sosie pomidorowo grzybowym

Jak się okazuje kurczak też może być genialny. Jak się okazuje, codzienny obiad z kurczaka można, z odrobiną chęci, przemienić w wykwintny posiłek. Jak się również okazuje, może to być naprawdę proste! Wiem, przepis wydaje się skomplikowany, kilka składników, do tego osobno przyrządzane warzywa, osobno sos, osobno polenta. Ale jak się zastanowić, to każda przygotowywana na co dzień potrawa składa się z kilku osobnych części. W tym wypadku, wszystko jest bardzo proste. Wystarczy dobra organizacja i w pół godziny możemy wyczarować coś bajecznie pysznego. Możecie użyć dowolnych grzybów, nawet boczniaków poza sezonem, ja wybrałam piękne, jędrne podgrzybki bo były pierwszymi jesiennymi grzybami, które wpadły w moje ręce. Nie mogłam im odmówić gościnnego występu na moim stole kiedy zobaczyłam ich zamszowe kapelusze. Natomiast wiosną zamiast fasolki użyjcie zielonych szparagów. W zasadzie możecie kombinować z ulubionymi smakami i dodawać do, na co macie ochotę. Wszyscy (łącznie z wami) będą zachwyceni tym jak szybko i jak pysznie można zjeść w środku zabieganego tygodnia.

przepis dla 4 osób

składniki:

sos

  • 1 łyżeczka suszonych, mielonych borowików lub ew. podgrzybków. Możecie też użyć kilku suszonych grzybów w całości
  • 1 czubata łyżka przecieru pomidorowego
  • 400 g dojrzałych pomidorów
  • 1/2 świeżej papryczki chili
  • 1 pęczek bazylii
  • 2 ząbki czosnku

kurczak

  • 2 piersi z kurczaka (2x 200g)
  • kilka gałązek świeżego rozmarynu
  • 2 garści zielonej fasolki szparagowej
  • 1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
  • 20 g parmezanu
  • 4 plasterki wędzonego boczku
  • 200 g szpinaku
  • 150 g podgrzybków
  • oliwa
  • sól i pieprz

dodatkowo

wykonanie:

  • Posiekajcie chili, czosnek przeciśnijcie przez praskę. Pomidory pokrojone w kostkę wrzućcie do malaksera lub dużej miski jeżeli będziecie używać ręcznego blendera. Dodajcie mielone grzyby, 150 ml wrzątku, przecier pomidorowy, chili, czosnek i bazylię i zmiksujcie na gładki sos. Przelejcie do ronda i doprowadźcie do wrzenia. Gotujcie na małym ogniu przez ok 8 min, aż sos zgęstnieje. Możecie też użyć suszonych grzybów w całości, zalejcie je wtedy wrzątkiem na początku a później dodajcie resztę składników i postępujcie zgpdnie z instrukcją
  • Zagotujcie wodę w małym garnku, odetnijcie końcówki z fasoli. Wrzućcie do wrzątku i zblanszujcie ok 3 min po czym odcedźcie i natychmiast przelejcie zimną wodą żeby zatrzymać proces gotowania
  • Na dużym arkuszu papieru do pieczenia rozsypcie starty parmezan, posiekane igiełki rozmarynu, odrobinę soli i nasiona kopru włoskiego, obtoczcie piersi kurczaka dokładnie z obu stron tworząc serowo – ziołową panierkę. Połóżcie kurczaka z jednej strony papieru , przykryjcie drugą jego częścią tworząc paczuszkę i delikatnie rozbijcie na grubość 1,5 cm
  • Przygotujcie grillowaną polentę z TEGO przepisu, po przewróceniu jej na drugą stronę posypcie z wierzchu blanszowaną fasolką i razem grillujcie aż polenta będzie gotowa a fasolka lekko zmięknie. Pilnujcie żeby nie była rozgotowana, powinna być nadal jędrna i chrupiąca
  • W tym czasie rozgrzejcie dużą patelnię, dodajcie odrobinę oliwy i usmażcie kurczaka na złoty kolor, ok 3-4 min z każdej strony. W momencie przewracania kurczaka na drugą stronę dodajcie na patelnię plasterki boczku i usmażcie na chrupko
  • Kurczaka i boczek przełóżcie na deskę, na patelnię po smażeniu mięsa wrzućcie oczyszczone podgrzybki. Jeżeli są duże, przetnijcie je na pół lub ćwiartki. Usmażcie krótko, ok 4-5 min, na średnim ogniu, doprawiając delikatnie solą
  • Kurczaka pokrójcie w grube paski
  • Doprawcie sos do smaku solą i pieprzem i przełóżcie na półmisek
  • Kurczaka, boczek, grzyby, polentę i fasolkę przełóżcie na półmisek z sosem

kurczak w sosie grzybowym z pomidorami

SONY DSC

kurczak w sosie pomidorowym z grzybami

 

 

zobacz także

Piersi z kurczaka w sosie kurkowo - cukiniowym

Piersi z kurczaka w sosie kurkowo – cukiniowym

Kurczak miodowo-limonkowy

Kurczak miodowo-limonkowy

chicken parmesan przepis

Kurczak w parmezanie