fot. Giancarlo Ristorane Italiano
fot. Giancarlo Ristorane Italiano

Sytuacja wygląda tak, że po raz kolejny ekscytując się jedzeniem, nie zrobiłam zdjęć. Wniosek z tego jeden. Marna ze mnie blogerka, za to okropny łakomczuch. Nie poradzę nic na to, że kiedy staje przede mną talerz, lub co gorsza, kilka talerzy, wypełnionych po brzegi cudeńkami, które dopiero co wyszły spod rąk mistrza, a zapachy wprawiają w drgania nie tylko nozdrza ale i całe ciało, przestaję myśleć, a zaczynam już tylko czuć. Jeszcze gorzej, kiedy towarzyszy mi przy tym ktoś, z kim mogę dzielić tę radość i kto tak jak ja, zapomina przy jedzeniu o całym świecie. A co, jeżeli oprócz tego jesteśmy w trakcie zagorzałej dyskusji, merytorycznej lub nie do końca? Gdybym w takiej sytuacji pamiętała o zrobieniu zdjęć, na pewno mocno by mnie to zastanowiło. A wniosek mógłby być tylko jeden. Z którymś z kluczowych elementów cudownego wieczoru, coś musiałoby być nie tak. Jak już wspomniałam, zdjęć nie zrobiłam (no może poza resztkami jednej z przystawek). Wieczór był więc znakomity!

Zdjęcia wnętrza mam w wersji okrojonej. Zrobione telefonem 😀 Być może przy którejś wizycie z kolei będę już w stanie skupić się na czymś więcej niż doskonałym jedzeniu, wezmę ze sobą aparat i zrobię nowe zdjęcia. Wszystkiego. Wymienię wtedy te na blogu, a Wy będziecie udawać, że nić nie zauważyliście. Tak się umówmy.

giancarlo ristorante italiano warszawa

giancarlo ristorante italiano

Nie bez winy w tej całej sytuacji jest Giancarlo Russo, właściciel i szef kuchni, oraz atmosfera jaką stworzył w swojej działającej od ok tygodnia restauracji przy ulicy Wilczej w Warszawie. Wiele osób z niecierpliwością czekało na to miejsce przez dwa lata, po tym, jak zamknął on swój mały lokaj w Wesołej. Spore wnętrze podzielone na kilka mniejszych sal, każda utrzymana w innym klimacie, jednak wszystkie tak samo przytulne i radosne. Tak, właśnie radosne to jest doskonałe słowo. Ciepło i rodzinna atmosfera nie dają się przyćmić przez nieco bardziej eleganckie dodatki a ‚włoskość’ tego miejsca puszcza do nas figlarne oko z każdego zakamarka. I nawet jeśli sala stylizowana na błyszczącą grotę, plastikowe statuetki w najrozmaitszych rozmiarach zastawiające każdy wolny parapet i ściany uginające się od dyplomów i zdjęć z gwiazdami, ‚gwiazdami’ i gwiazdkami Polskiej sceny kulinarnej, filmowej czy politycznej mogą wydawać się zabawne, to są na tyle prawdziwe w tym właśnie miejscu, że na pewno nie rażą. To właśnie ta szczerość uderza nas od pierwszego momentu, szczególnie kiedy w drzwiach wita nas z włoskim okrzykiem i otwartymi ramionami sam Szef. Energicznie wypada co jakiś czas z kuchni, zaczepia gości, tłumaczy, opowiada, doradza. Jest przy tym tak uroczy, że nie trudno zapomnieć o tym co dzieje się za smutną szybą zimowej ulicy. Oraz o tym, że powinno się zrobić fotorelację na bloga 😉
Nie zdążyliśmy się jeszcze dobrze usadowić  i przejrzeć karty, kiedy Giancarlo uściskał mojego towarzysza – a swojego znajomego i natychmiast zostaliśmy zaprowadzeni do kuchni żeby podziwiać (nie jestem tylko pewna, dlaczego dwukrotnie pokazał nam zmywak ? 😉 ) oraz w ekspresowym tempie zwiedziliśmy wszystkie sale, po drodze oglądając prezentację mąki do pizzy! Uśmiechy nie mogły zniknąć z naszych twarzy.

focaccia
focaccia

Wybór dań mógłby być na prawdę nie lada wyzwaniem, na szczęście Szef postanowił nas wyręczyć i zaserwować to co potrafi najlepiej. Doskonale! Między czasie jednak, zerkając w dosyć długą kartę, znalazłam całkiem spory wybór zimnych i ciepłych antipasti, robione na miejscu pasty, spory wybór doskonałych ryb, mięs i oczywiście pizze. Wszystkie propozycje były jednocześnie klasyczne, ale też niebanalne i zachęcające, że gdybym miała sama zdecydować o moim menu na ten wieczór, musiałabym chyba uciec się do wyliczanki. Jedynie desery mogłyby być bardziej oryginalne -panna cotta, tiramisu, zabaione i gruszki w czerwonym winie. Karta win prezentuje się przy tym równie dobrze.

Przystawki tylko podtrzymały doskonały humor towarzyszący nam od samego początku. Świetne carpaccio z ośmiornicy w klasycznym wydaniu z doskonałą oliwą. Focaccia w zasadzie była spodem do pizzy, mimo, że dla mnie focaccia musi pozostać puszysta i odrobinę wyrośnięta, to bez problemu przymknęłam oko na nazwę, bo była pyszna. No i niekwestionowana gwiazda wieczoru – vitello tonnato. Cudowne, rozpływające się w ustach. Nie możecie go pominąć podczas swojej wizyty. Danie główne – tagliolini al nero di seppia con spigola czyli świeży makaron barwiony sepią z okoniem morskim i pomidorkami, był równie doskonały i po raz kolejny dowiódł wyższości świeżego, ręcznie przygotowywanego makaronu nad sklepowym. Wybór przy deserze padł na gruszki i panna cottę. Ta ostatnia bardzo dobra, gruszki natomiast były więcej niż dobre. Miękkie, z wyraźną nutą balsamico. Naprawdę warte grzechu.

Kolacja przemieniła się w prawdziwą włoską ucztę, mającą znamiona mojej ukochanej cucina povera, ale w  bardziej wyszukanym charakterze. Miałam wrażenie, że spędziliśmy w Ristorante jakąś godzinę, zegarek jednak uparcie pokazywał 5. Pięć godzin, które w przy doskonałym jedzeniu, dobrym winie i w ciepłej atmosferze minęły błyskawicznie. I jak tu w takich warunkach pamiętać o zdjęciach? 😉

giancarli ristorante italiano opinie

 

 

Giancarlo Ristorante Italiano
ul. Wilcza 8
Warszawa
fanpage na facebook’u

 

zobacz także

Il Ritrovo, Berlin
Il Ritrovo, Berlin
By the Wat, Warszawa
By the Way, Warszawa

 

3 thoughts on “Gaincarlo Ristorante Italiano

  1. Jeśli ta knajpka włoska jest na takim poziomie jak jest ta recenzja to szacun,chylę czoła i baaardzo żałuję,z nie mogę tam być, na razie!!!!

  2. Chętnie się tam wybiorę a może inaczej,ja tam muszę się wybrać,żeby nie wiem co,bo nie powinnam a jestem glodna,Pani jest niesamowita Pani Matyldo

    1. dziękuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This blog is kept spam free by WP-SpamFree.